Kochaj się.

Oh jakie ciekawe jest to, że wszystkiego musimy doświadczać na własnej skórze. Nie da ustrzec się nas przed błędami. Błąd jednej osoby może być pozytywnym doświadczeniem dla drugiej. To od nas zależy interpretacja a my zależymy od interpretacji naszych rodziców czy opiekunów, nasze dzieci będą zależeć od naszej interpretacji.

Kiedy byłam dziewczynką w szkolnym wieku, dorosłość interpretowałam jako wolność. Wolność natomiast utożsamiałam ze szczęściem. Dzisiaj wiem, że to czy będę wolna a tym samy szczęśliwa, zależy od tego co sama zrobie a nie od tego czego nie zrobią inni. Zdałam sobie sprawę, że teraz już wszystko zależy ode mnie a wraz z tym spadło na mnie bardzo przytłaczające zadanie, pokochać siebie. Nie mam pojęcia jak mam to zrobić. Kiedy myśle o tym wydaję mi się to niemożliwe.

Postanowiłam pracować nad sobą, bo nie byłam kompletnie zadowolona z tego kim jestem i jak radzę sobie w życiu. Myślałam, że będę malować ściany i na to byłam przygotowana, ale okazało się, że najpierw trzeba poprawić fundamenty a to wymaga siły.

Dzisiaj jestem słaba, poczekam chwilę na tą siłę a w między czasie spróbuje pokochać tą moją bezbronność.

Kochaj się.

Mała M.

 

Kiedy była nastolatką chciała zachorować na jakąś ciężką chorobę. Myślała wtedy, że jest dziwna, nie rozumiała dlaczego tego chciała i wstydziła się tego. Ostatnio znalazła powód tego zboczenia, chciała żeby ktoś ją docenił i się nią zaopiekował. Znalazła powód ale już nie chciała być chora, bo jest szczęśliwa.

M. ma dobre życie.

Od kiedy zaczęły się u Niej problemy z tarczycą, jednym z najcięższych objawów jest depresja. Na początku nie wiedziała i nie znała tego uczucia. Uczucie nijakości. Ponieważ M. jest bardzo samokrytyczna myślała, że jest leniwa, niekreatywna, nieinteresująca i starała się to jakoś naprawić ale nie dało się, bo wciąż wszystko było nijakie, zupełnie bez sensu. Nie denerwujące, smutne, brzydkie czy męczące… bo prostu nijakie.

Rozmawiała z A. który bardzo ją wspierał i pomagał ale ani to ani tabletki na tarczyce nie pomagały. Stany depresyjne stały się częścią jej życia. Najcięższe dla M. było przyznanie się do słabości przed swoją młodszą siostrą. Zawsze starała się być silną starszą siostrą, na którą zawsze można liczyć i ze wszystkim sobie radzi… niestety z tym sobie nie radziła. Miała poczucie winy, że zawiodła.

Telefon od sisterki dzwonił codziennie i codziennie M. starała się wnieść radość i zainteresowanie do rozmowy ale nie potrafiła.  Codzienne telefony stały się dla niej udręką, bo uświadamiały jej, że sobie ze sobą nie radzi.

M. zmieniła dietę i jej samopoczucie zaczęło się poprawiać. Zdecydowała się powiedzieć o depresji kilku bliskim osobom. Czuła, że jeśli to wróci będzie jej potrzebne wsparcie. Żeby ktoś zadzwonił od czasu do czasu lub napisał jakąś miłą wiadomość.

Nic się nie zmieniło, wiadomość o depresji rozeszła się echem. M. była smutna i rozczarowana. Wiedziała, że potrzebuję pomocy, przyznała się do tego a nawet o nią poprosiła… bez skutku.

Podczas rozmowy o tej sytuacji, jej rozczarowaniu, A. uświadomił jej, że cały czas miała obok siebie osobę, której nawet nie poprosiła o pomoc- młodszą siostrę!

To Ona codziennie dzwoniła i motywowała M. do wzięcia się w garść.

Czasem warto zmienić punkt widzenia, otworzyć się, posłuchać innych i docenić to co mamy a nie biec za tym czego chcemy. Nie zawsze to czego chcemy jest dla nas najlepsze.

PS. Ponieważ wiem już czym jest depresja i jak trudno sobie z nią poradzić, zapisuję się na terapię.

 

A Ty jak się masz?

Nie lajcik. Hashimoto Srashimoto.

Niestety nie lajcik.

Hashimoto wpływa w jakiś sposób na każdą sferę Mojego życia. Boli mnie głowa i mam depresję co sprawia, że wszystko jest mi obojętne. Bolą mnie mięśnie całego ciała przez co nie mogę tak jak wcześniej ćwiczyć jogi kilka dni w tygodniu, bo już po jednym razie moje ciało potrzebuje kilku dni na regeneracje. Spadło mi libido i nawet najlepsze porno tego nie zmieni. Szybciej się męczę i jest mi cały czas zimno. Codziennie chodzę spać i wstaję o tej samej godzinie, bo inaczej źle się czuję. Wypicie piwa skutkuję napuchniętymi oczami następnego dnia. Czy tak wygląda życie 26 latki?

To wszystko sprawia, że nie jestem już tą samą osobą, którą byłam wcześniej, bo nie mam na to siły. Moje ciało zdecydowało, że teraz będę kimś innym, a mój duch musi się do tego dostosować  i bardzo cieżko mi to zaakceptować.

Są teorie, które mówią, że hashimoto to choroba, która ma Cię skłonić do wyluzowania i do bycia bardziej wyrozumiałym względem siebie. Do wrzucenia na luz i nie zamartwiania się. I tylko kiedy zaakceptujesz tą chorobę i dostosujesz się do narzuconych przez nią zasad, jesteś w stanie z nią funkcjonować.

Jest jedna rzecz, która w tej teorii mi nie odpowiada. Zakłada ona, że do końca życia przyjmujemy tabletki.

Wyobraźmy sobie piecyk elektryczny (taki do gotowania) jeśli zepsuje się jeden palnik, trzech pozostałych używamy częściej, bo jeden już nie działa. Psuje się następny, bo był za często używany itd. Tak samo jest z Naszym ciałem. Jeśli mamy hashimoto i bierzemy sztuczny hormon to nie znaczy to,  że tarczyca działa. Dalej nie działa! Wyniki tarczycy mogą się zmienić, przez podawany hormon ale obowiązki, wciąż niesprawnej tarczycy musi przejąć inny narząd, wiec i on potem przestanie działać poprawnie itd.

Ja postanowiłam podjąć wyzwanie wyleczenia tarczycy, bo wiem że to możliwe. Zaczęłam od diety, postów i trenuję, żeby dołączyć do świata morsów. Ekspozycja na zimno ma podobno niesamowity wpływ na system immunologiczny. Postanowiłam także zapisać się na terapię, bo nie radzę sobie z gorszymi dniami. Dlatego to mój ostani post w którym się nad sobą użalam.

Miliony ludzi na świecie cierpią na niezdiagnozowaną tarczycę. Badanie poziomu TSH nie jest badaniem podstawowym w Polsce ani w Holandii. Wciąż nie wiadomo skąd bierze się hashimoto. Tak na prawdę to nic nie wiadomo. Lekarze przepisują tabletki, zaprzeczając skuteczności zmiany diety oraz stylu życia.

Całe szczęście ludzie wciąż szukają, próbują i zdrowieją! Ja zainstalowałam w swoim telefonie aplikacje, która pomaga w researchu dotyczącym chorób tarczycy. Wystarczy codziennie odnotowywać swoje objawy (https://www.boostthyroid.com/ ).

Wierzę, że uda mi się wyzdrowieć.

Hashimoto srashimoto.

Hej, to ja! A to moje małe  hashimotowe porno.
Streszczę po krótce i dojdę do sedna.
Na początku tego roku zaczęłam mieć problemy ze zdrowiem (https://mijnkleineporno.com/2019/07/01/niedoczynnosc-tarczycy-ii/).  Zdiagnozowano u mnie hashimoto, czyli zapalenie tarczycy. Przepisano mi tabletki, euthyrox 88 mg. 

Po kilku dniach poczułam się niesamowicie, zaczęła wracać mi pamięć, mogłam się skupić i tak byłam oszołomiona faktem, że poczułam się lepiej, że nie zauważyłam, że nie czuję się dobrze.
Po kilku tygodniach zorientowałam się, że coś jest nie tak. Mimo przyjmowania leków nie czułam się normalnie. Nie ustąpił ból mięśni, bóle głowy i depresja. Powtórzyłam badania krwi i skonsultowałam je z lekarzem, okazało się, że przez te trzy miesiące moje wyniki zupełnie się nie poprawiły.
Lekarz przepisał mi euthyrox 125 mg. Od następnego dnia zaczęłam przyjmować nowe tabletki i koszmar!!! Czułam się mega chujowo! Okropne bóle głowy i depresja.
W tym samym czasie lecieliśmy z A. do Polski na ślub, więc zdecydowałam, że na ten czas wrócę do mniejszych dawek. Nie wyobrażałam sobie wyjazdu do Polski w takim stanie.
Niestety zmiana dawki na mniejszą nie pomogła i wciąż czułam się źle. Po powrocie do domu wróciłam do większej dawki, co wiązało się z codziennym przyjmowanie tabletek przeciwbólowych, ponieważ bardzo bolała mnie głowa.
Od tego momentu historia trochę się zmienia.
A. zaczął robić research dotyczący hashimoto i wprowadzać zmiany.

Od tygodnia nie jem glutenu, nabiału krowiego, soi oraz cukrów. Przedwczoraj zrobiłam swój pierwszy w życiu post (https://www.healthline.com/nutrition/the-5-2-diet-guide) a jutro zamierzam pomorsować z A. w jeziorze (https://highexistence.com/the-wim-hof-method-revealed-how-to-consciously-control-your-immune-system/).
Trzeba wiedzieć, że to wszystko dzięki A.
W tym stanie, w którym jestem, czyli permanentnej obojętności nie byłabym w stanie zmotywować się do niczego. To on daje mi siłę, żeby próbować. Czyta, robi zakupy, gotuje, a potem bierze ze mną udział w tym przymusowym challengu. Hashimoto to taka dziwna dolegliwość. Kiedy, nie wiedziałam co mi dolega i  opowiadałam ludziom o swoich dolegliwościach, byli przejęci. Kiedy zdiagnozowano hashimoto i powiedziałam o tym moim bliskim wszyscy odetchnęli z ulgą i przestali się zamartwiać.

Kiedy w wieku 26 lat dowiadujesz się, że cierpisz na przewlekłą chorobę, przez którą już do końca życia będziesz brał tabletki, boisz się. Decydujesz się na codzienne przyjmowanie leku, bo po pierwsze chcesz poczuć się lepiej a po drugie, masz nadzieje że lek sprawi, że będzie jak wcześniej- po prostu dobrze. Nie jest tak. Kiedy zaczynasz brać leki wychodzisz ze świata amoku, w którym żyłeś przez jakiś czas, myśląc, że wszystko sobie wymyślasz, urajasz, że jesteś hipochondrykiem po tacie, i w ogóle, że jesteś pojebany. Bo jak inaczej wytłumaczyć sytuacje, w których przechodzisz z sypialni do salonu i już jesteś zmęczony, w których rozmawiasz ludźmi, a kiedy kończą zdanie ty zupełnie nie wiesz, o co chodzi, bo twój mózg nie nadążał za przetwarzaniem tych informacji, kiedy nie poznajesz ludzi, których znasz i najchętniej cały czas byś spał.
No więc zaczynasz brać te leki i te najbardziej intensywne objawy mijają a wtedy następny level…depresja, ból mięśni, zmęczenie, uczucie zimna i bóle głowy. Czujesz się dalej źle, cały czas musisz się starać, nigdy ci się nie chce. Najchętniej cały czas byś leżał, ale to też nie jest przyjemne, bo przez ból mięśni jest ci niewygodnie w Twoim ciele.         

No więc próbujesz to przekazać, zwrócić jakoś na siebie uwagę, żeby ktoś się Tobą zainteresował, bo czujesz się źle, myślisz ze może to jakoś pomoże… a tu niespodzianka, bo ludzie nie traktują tego poważnie- to tylko hashimoto, 5% ludzi na całym świecie to ma no i żyją.
Znowu myślisz, że jesteś pojebany, bo skoro miliony ludzi na świecie cierpią na hashimoto i żyją no to przecież lajcik nie?

Patrząc głębiej.

Właśnie wróciłam z pracy.  Mój team składa się z piętnastu osób. Każdy jest inny. Mamy różne wartości, różne orientacje seksualne, różne pasję, różne pochodzenie…

Nie musimy się uwielbiać ale powinniśmy się szanować. Każdy zasługuję na szacunek.

Włączyłam facebooka, na tablicy wyświetlił się post z parady równości w Katowicach. Jeden z moich fejsbookowych znajomych skomentował post, który zobaczyłam. To uczucie, które teraz mi towarzyszy jest nie do opisania. Mam ochotę krzyczeć. Jest mi wstyd, jest mi smutno, boję się.

Miesiąc temu mój chłopak poprosił mnie o obejrzenie relacji z parady równości w Białymstoku- popłakałam się…

 

Kiedy miałam szesnaście, może siedemnaście lat mój brat powiedział mi, że ma chłopaka. Kiedy zapytałam go czy jest szczęśliwy powiedział „Nie chodzi o płeć, chodzi o osobowość. Zakochałem się w osobowości”.

Nigdy nie zapomnę tej odpowiedzi! To najpiękniejsza rzecz jaką w życiu usłyszałam.

Może miałam szczęście, że to uslyszałam. Może gdyby nie to, znalazłabym się wśród ludzi,  których reakcje budzą we mnie te wszystkie niepożądane uczucia.

Miałam szczęście!

Mam też młodszą siostrę, dla której homoseksualizm nie jest niczym nadzwyczajnym. Dostęp do Netflixa, okazał się nie tylko marnowaniem czasu ale także bodźcem do bycia otwartym. Niejedna Netflixowa produkcja oswaja z obecnością homoseksualizmu. Gry komputerowe, takie jak The sims, pozwalają na tworzenie rodzin homoseksualnych w witualnym świecie.

Mam szczęście!

Mam szczęście, bo właśnie wróciłam z wakacji, które spędziłam z moją rodziną. Z moim starszym o sześć lat A., z moim bratem i jego parterem, z moją czternaście lat młodszą siostrą (którą traktuje jak córkę), z moją mamą i jej rok starszym ode mnie konkubentem. To były jedne z lepszych wakacji w moim życiu.

Mam szczęście, że mam w okół siebie tyle zupełnie różnych osób, od których mogę się uczyć, które mnie inspirują i które sprawiają, że jestem szczęśliwa.

Dziękuję za szczęście.

Verscheidenheid is mooi.

 

Czym dla Ciebie są wakacje?

Podniecenie i podekscytowanie dało upust zdenerwowaniu i pośpiechowi. Czy wszystko wzięła? Czy nie będzie musiała niczego pożyczać?

Tak! M. cenni sobie samowystarczalność… do przesady.

Skrupulatnie odliczona ilość odzieży trafiła do walizek i zaczęła swoją przygodę bycia brudzoną i praną. Dla M. nadszedł długo wyczekiwany czas schylania się do namiotu i wychylania się z namiotu. Przekładania z sakwy do sakwy i szukania. Znajdywania i ponownego szukania. Czas wakacji!

Pięć lat temu podczas autostopowej wycieczki odkryła, że wakacje to dla niej… brud i chaos. Na codzień (do przesady) czysta i zdyscyplinowana M. kocha od czasu do czasu chaos i brud.

Brudne paznokcie, nieogolone nogi, nieumyte zęby i kompletny brak poczucia czasu.

Zdała sobie sprawę, że oprócz wody, jedzenia, miejsca do rozłożenia namiotu(dobrze kiedy jest ładne), miejsca do wydalania i ludzi których kocha, nic więcej nie jest jej potrzebne.

Na codzień zabiegana i przytłoczona poszukiwaniem dobrego życia, w wakacje przytłoczona dobrym życiem.

Po wakacjach, z radością wraca do luksusów takich jak prysznic bez kolejki i wygodne łóżko. Wraca do codziennej dyscypliny i cichutko czeka na wakacyjny brud i chaos.

Balans.

Wat is de vakantie voor jou?

 

 

Jak się czujesz?

 

Zastanawiam się, jak ważne jest dla mnie nazywanie emocji. Czy jeśli miałabym bogatszy słownik, znała więcej określeń i definicji, emocji byłoby mi łatwiej sobie z nimi radzić? Czy czułabym się lepiej?

Do Amsterdamu przyjechałam cztery lata temu. Razem z A wynajmowaliśmy pokój w mieszkaniu z trzema innymi osobami. Wszyscy obcojęzyczni. Chociaż angielskiego w szkole uczyłam się przez dwanaście lat, kiedy przyjechałam, nie umiałam skonstruować jednego zdania. Ogarniał mnie strach i panika.
Okazało się, że język nie jest jedynym wyrazem komunikacji i mieszkający z nami ludzie bardzo mnie polubili. Tylko dlaczego mnie polubili? Dlatego, że jestem ładna? A może dlatego, że sprzątam? Nie mam pojęcia… Coraz bardziej się otwierałam i próbowałam ćwiczyć swój angielski, ale wciąż był on zbyt ubogi, żeby wyrazić kim jestem. To w jaki  sposób wyrażałam siebie w danym języku, zaczęło definiować to, kim jestem. Nie tylko dla innych, także dla samej siebie.
Zrozumiałam wtedy, że słowa to nie tylko to, co mówimy, ale także jak myślimy. Jeżeli słowami możemy zaprezentować się innym, możemy też zaprezentować się sobie i w taki sposób będziemy siebie postrzegać.

Wracając do emocji, z książki „Twoje kompetentne dziecko” Jaspera Juula, dowiedziałam się, że dzieci nie wiedzą jak radzić sobie z emocjami, bo nie potrafią ich nazwać. Definicji uczą się z czasem a wtedy mogą emocje wyrazić słowami i rozwiązać problem, zamiast płakać.

Mam wrażenie, że z wiekiem tych emocji jest coraz więcej a my używamy niezapdejtowanego słownika.
Spróbuje zaktualizować swój i zobaczę czy poprawi to jakość mojego życia.

Hoe voel je je?